Ochrona danych osobowych
Derklaracja dostępności
BIP

Filmowy flirt ze sztuką #30


Cykl artykułów, w których film staje się furtką do największych, światowych muzeów i galerii sztuki, do pięknych, zabytkowych uliczek miast, a nawet do umysłów artystów!

Chcemy polecić Wam kinematografię, dostarczającą niezapomnianych wrażeń! Chcemy inspirować sztuką, pisząc o niej w sposób lekki, ciekawy i jednocześnie merytoryczny - tak, by rozkochać Was w kulturze na dobre!

 

LUPIN

serial kryminalny, reż. George Kay (2021)

Ojciec Assana Diopa – głównego bohatera serialu, zostaje fałszywie oskarżony o kradzież drogiego, diamentowego naszyjnika przez swojego pracodawcę, bogatego i wpływowego Huberta Pellegrini. Na skutek tego oskarżenia, wiesza się w więziennej celi. 25 lat później, jego syn, zainspirowany książką o dżentelmenie-złodzieju, Arsène Lupinie, którą otrzymał niegdyś od ojca, postanawia się zemścić na Pellegrinim i jego rodzinie. Wykorzystuje swoją charyzmę i talent w sztuce kradzieży i kamuflażu, by obnażyć wroga i jego przestępstwa.

Jeżeli nie mieliście okazji jeszcze przeczytać o tej historii, to koniecznie sięgnijcie po książkę Maurice Leblanca.

Dziś chcemy Wam pokazać świetną reklamę serialu w Krakowie. Na głównym gmachu budynku przy alei Trzech Wieszczów zawisł ogromny baner z reprodukcją najsłynniejszego eksponatu krakowskiego muzeum - "Damy z gronostajem" Leonarda da Vinci. Tyle że dama na płachcie została pozbawiona naszyjnika… "Kto się na to połasił?" - pytało na swoim koncie na Twitterze Muzeum Narodowe w Krakowie.

 

Na to pytanie szybko odpowiedział francuski aktor Omar Sy. W mediach społecznościowych opublikował zdjęcie krakowskiego gmachu Muzeum Narodowego z "okradzioną" z naszyjnika damą razem ze stojącym bliżej obok billboardem. Widzimy na nim słynnego dżentelmena-włamywacza, głównego bohatera serialu "Lupin", który naszyjnik trzyma w rękach. Aktor podpisał zdjęcie zdaniem: "Lupin nie jest złodziejem. Jest twoim fanem, Madame".

Tutaj dowiecie się więcej o samym obrazie:

Wystarczy kliknąć!

Podobnie jak autor filmu mamy nadzieję, że po jego obejrzeniu powiecie "Jadę do Krakowa!".

To dobry moment, żeby zadać sobie pytanie, czy reklama, to też sztuka? My uważamy, że sztuką jest zrobić dobrą, to znaczy funkcjonalną i estetyczną reklamę, dlatego polecamy Wam ten dokument:

Kliknijcie!

 

MIŚ

 komedia, reż. Stanisław Bareja, (1980)

Film Stanisława Barei z 1980 roku to kultowa komedia o absurdach życia w Polsce Ludowej. Dialogi z konkretnych scen na stałe zadomowiły się w polskim języku potocznym. Kto nie zna powiedzenia „Łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje prezes naszego klubu, niech żyje nam!”, czy „Oczko mu się odlepiło, temu misiu”? Bohaterowie filmu "Miś" w pewnym momencie wchodzą do Cepelii, aby nabyć słomiane misie. Takie same kukły były dostępne w latach 70. w sieradzkim punkcie ze sztuką ludową i to one miały posłużyć filmowcom za inspirację.Przypomnijcie sobie najlepsze sceny z serialu:

Wystarczy kliknąć!

Taki miś nawiązuje do zwyczajów „wodzenia niedźwiedzia”, czyli chodzenia z niedźwiedziem, podczas obchodów kolędniczych i zapustnych, kiedy chłopiec lub młody mężczyzna, pierwotnie w kożuchu obróconym na zewnątrz włosem i w futrzanej masce, później okręcony suchymi łodygami wymłóconego grochu lub słomy zbożowej udawał niedźwiedzia. Prowadzony często przez przebierańca „Cygana-niedźwiednika”, na łańcuchu lub na sznurku, przy każdym domu tańczył w takt muzyki. Zwyczaj, który najdłużej zachował się na Śląsku swoimi korzeniami, sięga znanego w całej Europie już od wczesnego średniowiecza oprowadzania po dworach i jarmarkach tresowanych niedźwiedzi przez wyspecjalizowanych niedźwiedników, którymi w XIX wieku byli prawie wyłącznie Romowie.

 

Zobaczcie, jak wygląda zwyczaj wodzenia niedźwiedzia:

Kliknijcie!

Dziś chcemy zaprosić Was do USTRONIA, do miejsca, które jest spełnieniem dziecięcych marzeń. Dowiecie się tutaj wszystkiego o misiach i będziecie mieli okazję poznać prawdziwego misiego-specjalistę. W zabytkowym, wyremontowanym budynku ustrońskiego dworca kolejowego powstało muzeum misia i lalki. DWORZEC DOBRYCH MYŚLI, bo o nim mowa, zachwyci każdego!

  

  

Zawiadowcą stacji jest Pan Bruno Zielonka, który może pochwalić się kolekcją 10 tysięcy pluszowych misiów. Sam podkreśla, że ważne jest to, byśmy nauczyli się kochać i szanować pluszowe misie, żeby móc szanować ludzi. Pan Bruno najpierw zbierał misie pluszowe, z czasem wszystko, co było związane z motywem misia i niedźwiedzia. W swoich zbiorach ma albumy, książki, obrazy sztuki ludowej, rzeźby, nagrania wideo, przedmioty codziennego użytku, artykuły prasowe. Wszystko związane z jednym tematem. Jego najmniejszy miś ma 2 mm, a największy 9 metrów. Najstarszy ma 110 lat. Pan Bruno zaprosił do współpracy i stworzenia tego miejsca także innych pasjonatów i tak oprócz sympatycznych pluszowych niedźwiadków możemy podziwiać również lalki prezentujące stroje szyte przez skoczowiankę – Anitę Michałowską oraz wystawę „Lalki Świata” Ewy Liszki. Zwiedzający kolekcje czarujących eksponatów mogą spędzić miło czas przy kawie w Misiowej Kawiarence Marzeń „Pociąg do kawy”. Brzmi zachęcająco prawda? Któż by nie chciał znaleźć się na Dworcu Dobrych Myśli? Polecamy! 

Zobaczcie sami!

 

OSTATNI PORTRET

biograficzny, dramat, reż. Stanley Tucci, (2017)

Film ukazuje historię życia szwajcarskiego malarza i rzeźbiarza Alberto Giacomettiego. Giacometti (1901-1966) uchodził za jednego z pionierów rzeźby modernistycznej na pograniczu ekspresjonizmu i surrealizmu. Głównym tematem, z którym się mierzył, było przedstawianie ludzi w ich egzystencjalnym cierpieniu. Jego rzeźby to monumentalne w formie surrealistyczne dzieła, cechujące się znacznym zmniejszeniem objętości materiału na rzecz wolnej przestrzeni. Od schyłku lat czterdziestych XX wieku uderzającą cechą rzeźb artysty była ich smukłość, kinetyzm, a także chropowata faktura.

  

  

Kliknijcie!

Alberto Giacometti należy do absolutnej czołówki współczesnych rzeźbiarzy, a jego prace na aukcjach sztuki osiągają najwyższe ceny. Za życia artysta nie miał jednak wygórowanych potrzeb, ani nie cenił sobie zbytnio sztuki…Giacometti był chimerycznym neurotykiem, który uważał się za niekompetentnego i często w przypływie niemocy twórczej niszczył swoje dzieła. Skromna, niespełna 24 m² pracownia z betonową podłogą i surowymi ścianami stała się całym jego światem, aż do śmierci w 1966r. Autor jego nekrologu w Newsweeku opisał go jako “milionera, który wolał żyć jak głodujący artysta”.

Spędźcie kilka chwil razem z rzeźbiarzem w jego pracowni:

Zobaczcie!

Po śmierci artysty jego żona Annette założyła fundację Giacometti, w ramach której od 2018 roku funkcjonuje Instytut Giacometti w Paryżu. Poświęcony Albertowi Giacometti Instytut pełni rolę muzeum prac artysty. Na 350m2 prezentowane są dzieła artysty. W ciągu roku powstają 3-4 wystawy, które ukazują twórczość Giacomettiego w nowym świetle.

Czy żeby rzeźbić, trzeba mieć jakiś specjalny materiał? Okazuje się, ze wystarczy folia aluminiowa!

Wystarczy kliknąć!